Strona:Klemens Junosza-Wybór pism Tom II.djvu/169

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


przeczam. Istotnie Adolf namówił mnie, abym rozmówiła się z tobą..
— Byłam pewna.
— Masz w tem jeden dowód więcej, jak ten człowiek o tobie myśli, jak gorąco i szczerze pragnie twego szczęścia, jak chce żebyś miała dobry byt, dostatki, żebyś była otoczona komfortem, a nawet przepychem, żebyś zajmowała wybitne stanowisko towarzyskie, żebyś weszła w sfery wyższe i tam jaśniała urodą, inteligencyą i dowcipem, żeby twój salon był ogniskiem, przy którem...
— Mamo, mateczko, na miłość Boską, przerażona jestem ogromem dobrych życzeń mego szwagra i tą niepomierną obfitością zaszczytów, jakie na mnie spaść mają. Gdzież mnie, najzwyczajniejszej, po domowemu wychowanej dziewczynie, marzyć o takich nadzwyczajnościach. Nie, droga mateczko nie czuję w sobie dość sił, ani też nie mam odpowiednich warunków, ażeby być gwiazdą salonów.
— Skromność przemawia przez ciebie, czegóż ci brak, moje dziecko, masz młodość...
— To prawda.
— Urodę.
— To już rzecz gustu.
— Nareszcie masz majątek, a jeżeli przyszły twój mąż będzie dygnitarzem zajmującym wysokie stanowisko...
— Takiego mi więc raczył wybrać pan szwagier? Któż jest, jeżeli wolno zapytać, ten co z wysokich pro-