Strona:Klemens Junosza-Wybór pism Tom II.djvu/136

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Adolfa, o on, jak wiesz przecie, ma swój styl. Nie przerywałam, słuchałam, a gdy mama, odchodząc już, spytała, czy posłucham jej dobrych rad, odrzekłam, że nie widzę powodu, dla którego miałabym być dla pana vice-dyrektora niegrzeczną, że wogóle traktuję wszystkich uprzejmie, a cóż dopiero takiego dygnitarza, mającego stosunki, wpływy i znaczenie. Mama wzięła to za dobrą monetę, ale westchnęła przytem, pocałowała mnie w czoło i rzekła poczciwa: biedne dziecko! Roześmiałam się gorzko gdy wyszła już. Nie z matki, bo wiesz dobrze, jak bardzo ją kocham, ale z tych zabiegów ludzkich, z tej chęci wyzyskania każdej sytuacyi z której można jakąś korzyść wyciągnąć. Rozumierz to dobrze mój Czesławie.“
Dzień już był gdy Stasia skończyła list. Światło lampy zgasło przy świetle słonecznem.

Spuściła roletę i zmęczona usnęła natychmiast.