Strona:Klemens Junosza-Wybór pism Tom I.djvu/67

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

— Ach! moja droga! nie masz pojęcia, co się w świecie artystycznym dzieje! Intrygi, intrygi i intrygi! zazdrość. Miernota może się tam dostać, bo uznanym wielkościom nie zagraża — geniusz nigdy! Oleś starał się o występ i występował. Publiczność przyjmowała go najlepiej, ale te szkaradne gazety, ach! te gazety! Wiesz, to było oburzające! Napisali o nim, że nie umie mówić, nie potrafi się ruszać; nie umie chodzić po scenie, że dziesięciu liter nie wymawia, że roli nie chciało mu się nauczyć, że jest zmanierowany, krzykliwy, że łączy w sobie wszelkie wady prowincyonalnego aktora i nie posiada ani odrobiny zdolności. Powiadam ci, Andziu, że to było coś okropnego... ja płakałam czytając, a po przeczytaniu podarłam gazetę na drobne kawałeczki i wrzuciłam je w piec.
— Biedny p. Aleksander, dopieroż musiał rozpaczać! — rzekła Andzia z westchnieniem.
— On? wcale nie! Powiedział, że mało go obchodzą zdania ludzi, niemających najmniejszego wyobrażenia o sztuce, złośliwych, a może i skaptowanych przez kogo... Grywał dalej na prowincyi, gdzie go każdy dyrektor z największą wdzięcznością przyjmował. Teraz będzie grywał tu, w ogródku, przez całe lato. Spodziewam się, że go zobaczysz w jakiej lepszej roli. On tu dziś będzie; przyjdź Andziu, przyjdź koniecznie; poznasz go bliżej, przekonasz się jaki genniusz. Przyjdziesz?
— Postaram się, jeżeli dziś u nas nikt nie będzie.