Strona:Klemens Junosza-Wybór pism Tom I.djvu/57

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

towała sama, póki córki były małe, a z ich pomocą, gdy podrosły.
Dziewczynkom swoim dała pewną edukacyę. Chodziły one w swoim czasie na pensyę prywatną trzyklasową, gdzie za małą opłatą wtajemniczono je w sztukę czytania i pisania, nauczono trochę geografii, arytmetyki, historyi i początków francuzkiego języka.
Gdy całkowity kurs ukończyły, i przyniosły świadectwa, oraz pochwały wylitografowane na glansowanym papierze z obwódkami złotemi, matka orzekła, że wykształcenia ogólnego mają już aż nadto, i że należy się zająć nauką specyalną, mogącą w przyszłości zapewnić byt i utrzymanie. Tą specyalnością była, ma się rozumieć, gra na fortepianie. Początki panny już posiadały, gdyż uczyły się muzyki od szóstego roku życia, szło więc tylko o udoskonalenie gry i nabycie znakomitej techniki.
Ustawiono w saloniku fortepian i pianino, i codziennie o godzinie ósmej rano dziewczyny puszczały białe, kościste paluszki w ruch i utrzymywały je w nieustannej wibracyi do dwunastej, a po południu od drugiej do szóstej.
W czasie tych praktyk, zwłaszcza latem, emeryt z drugiego piętra, jeżeli z powodu niepogody nie karmił wróbli w ogrodzie Saskim i znajdował się w domu, wkładał w uszy podwójną porcyę waty, głowę owiązywał chustką, i odczytując pilnie Kodeks Kar Głównych i Poprawczych, jedyne, prócz kalendarza, dzieło, jakie w swej bibliotece posiadał, dziwił się, że o fortepianie nie uczyniono tam żadnej wzmianki.