Strona:Klemens Junosza-Wybór pism Tom I.djvu/35

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.



II.

Noc letnia krótka jest, zwłaszcza w mieście, gdzie wieczór ginie w obec oświetlonych okien sklepowych, północ jest uważana jeszcze za wieczór, a świt zjawia się na horyzoncie nie według miejskich zwyczajów, lecz zgodnie z normalnym porządkiem i prawami natury... Jeszcze szaro, jeszcze latarnie płoną, — a już z kościoła Sakramentek słychać dzwonek, który przybycie dnia zapowiada.
Światła uliczne gasną, na tle poranku rysują się mury i wieże, wozy piekarskie z przeraźliwem dudnieniem i łoskotem toczą się po wązkich ulicach...
Słońce ukazuje się na wschodzie. Wychyla złote oblicze niby z pod ziemi, i rzuca jasne blaski na Wisłę, na mosty, na wieże, na domy, co się na wybrzeżu amfiteatralnie piętrzą... Podnosi się wyżej, coraz wyżej, wlewa potoki jasności w wązkie uliczki, w ciasne podwórka, napełnia blaskiem rynki i place, złoci szyby w oknach, połyskliwe blachy wież kościelnych, roz-