Strona:Klemens Junosza-Pająki.pdf/77

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


wtenczas będziemy szczęśliwi! Cóż, uśmiecha ci się ten projekt?
— Rozkosznie, ale...
— Zgaduję; nie podoba ci się małe miasteczko i wolałabyś zapewne wieś. I jabym wolał, ale wątpię, abym mógł odłożyć z zarobku aż tyle, żeby starczyło na kupno kolonii, lub folwarku.
— Nie rozumiesz mnie, zupełnie o czem innem myślałam, wymawiając owo „ale“.
— No?...
— Myślałam, mój drogi, że w tych projektach naszych twoja i tylko twoja praca gra rolę, a ja do skarbca naszego przyszłego szczęścia nie wkładam nic, ani jednego grosika.
— Ty wkładasz całe bogactwo, bo miłość, dobroć, łagodność i podporę w zwątpieniu, pociechę w smutku, bodziec do pracy, źródło siły moralnej; ty wnosisz tak wiele, tak bardzo wiele, że sama nie masz pojęcia o wartości twego wkładu.
— W twoich poczciwych oczach, ale to wszystko, coś wymienił, jest tylko, jak mówi mama, „romans“, a mnie to martwi, że ja nic realnego do współki naszej nie wnoszę. I widzisz, dawno już