Strona:Klemens Junosza-Pająki.pdf/56

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Pan Lufterman był w kapocie dość długiej, ale na głowie miał cylinder, w ręku trzcinę z gałką ze słoniowej kości, a w ustach cygaro, pyszny trabucos, który wydawał masę dymu i strasznego zapachu. Mama panny Reginy wyglądała, jak istota nawpół atłasowa, nawpół aksamitna, obficie przyozdobiona złotem.
Pan Lufterman proponował, żeby pójść do ogrodu Krasińskich, tam albowiem można znaleźć bardzo dobre powietrze, tanie kwaśne mleko i porządne towarzystwo, ale panna Regina zawołała bardzo energicznie:
— Do ogrodu Krasińskich? Po co my tam pójdziemy, tam same żydy się schodzą!
— A ty co jesteś? — zapytał ojciec z godnością.
— Ja jestem panna Regina Lufterman i chcę sobie spacerować po Łazienkach.
— No, no, idźmy do Łazienek, kiedyś taka hrabina.
— Ryfcia ma racyę — rzekła matka — nie na to ubrałyśmy się tak pięknie, żeby iść przez Grzybów i przez Nalewki do tamtego ogrodu. Tam nas wszyscy znają dobrze i wiedzą, że nas stać na bogatą garderobę. Trzeba się i w innej stronie