Strona:Klemens Junosza-Pająki.pdf/195

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


dniejsza daleko sprawa była z ułożeniem stosunku finansowego przyszłych małżonków.
Synowie i córki dość niechętnem okiem patrzyli na małżeństwo matki, nawet pani Regina wzruszała ramionami, mówiąc, że nie rozumie, na co kochanej mamie potrzebny taki ambaras; ale dziadzio Gancpomader, po długich naradach, pogodził wszystkie strony.
W kilka tygodni później odbyło się, również na Amatorskiej sali, wesele bardzo świetne i bardzo wspaniałe. Znajdowała się na niem i pani Lufterman, osoba bardzo już otyła i myśląca ciągle o Karlsbadzie i małżonek jej, podupadły trochę na siłach, cierpiący na astmę, szukający wciąż ścieśnionego powietrza, gdyż atmosfera Grzybowa była dla niego za rzadką.
Czas płata ludziom figle. Najskuteczniej opierał mu się dziadzio Gancpomader, chociaż i on uczuwał już dotkliwie brzemię lat.
Młodzi państwo Hapergeld wyglądali niby dwa rajskie kwiaty, niby dwie z jednego drzewca zerwane pomarańcze.
On robił się coraz pulchniejszy i bardziej na twarzy rumiany, ona rozsadzała najtęższe gorsety.