Strona:Klemens Junosza-Pająki.pdf/177

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


A ta od żółtej słabości, od kolek, od najrozmaitszych felerów! Żebym ja tyle tysięcy miała, ile ich jest i jakie dobre doktorki! Kto wie, może i nasz Izrael Meir ma takie czucie do słabości.
— Ja wiem, że mam.
— No, to niech nam pan Izrael Meir radzi, niech poradzi pani Hapergeldowej. No, na co czekacie? Wam nie pilno, ale temu, kto cierpi, to bardzo pilno do lekarstwa.
— Czy pani pożycza komu pieniądze bez procentu?
— Bogu dziękować, jeszcze nie zwaryowałam.
— I ja też nie zwaryowałem.
— Słuchajcie, Izrael Meir — rzekła pani Hapergeld — jeżeli w waszej mowie nie ma żadnego cygaństwa; jeżeli wy powiadacie prawdę i możecie mi pomódz, to ja was dobrze wynagrodzę.
— Słowo?
— Rzetelne słowo, przy świadkach; pani Pytelson i pani Fajerwerk słyszą.
— Słyszymy.
— No, więc niech Izrael Meir powie, co mi brakuje, te panie mogą chyba słyszeć?
— Nie powiem nic takiego, czegoby nie mogły słyszeć; nie chodzi przecie o interesa pieniężne, tyl-