Strona:Klemens Junosza-Nasi żydzi.djvu/71

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Jeżeli zgłaszali się ludzie obcy, zwabieni rozgłosem Dob Beera, dopiero na drugą sobotę dopuszczani byli przed jego oblicze. Czas ten wystarczał zręcznym szpiegom na wybadanie przybyłych. Na przyjęciu sobotniem, Dob Beer rzucał dopiero zręczne słówka, odnoszące się do przeszłości tych, których po raz pierwszy przed oblicze swoje przypuścił, a ci olśnieni jego jasnowidzeniem i mocą czytania w sercach ludzkich, roznosili jego sławę i jednali mu coraz nowych, coraz liczniejszych zwolenników.

Dla lepszego ugruntowania swej władzy Beer powoływał się często na kabalistyczną formułę: „Sprawiedliwy (cadyk) jest fundamentem świata“, a że sam używał tytułu „cadyka“ więc... — konkluzya jasna. Wynika z niej, że „cadyk“ nietylko jest najdoskonalszym, wolnym od grzechu człowiekiem, nietylko Mojżeszem, ale nawet odbiciem samego Boga![1].

  1. Opisując tę szkaradną sektę, Graetz nie może się powstrzymać od wycieczek przeciwko katolicyzmowi, do którego pała szczególną nienawiścią. Jest to charakterystyczna cecha wszystkich pisarzy żydowskich. Od nienawiści onej nie może się powstrzymać nawet uczony takiej miary i takiej powagi!!