Strona:Klemens Junosza-Nasi żydzi.djvu/67

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


dlitwy, połączonej ze śpiewem, klaskaniem w ręce, ruchami całego ciała, skakaniem, wrzaskiem i krzykiem. Beszt nie potrzebował nawet szukać zwolenników, gdyż szał i mistycyzm działają zaraźliwie. Bardziej jeszcze garnęli się do niego ci, co pragnęli żyć wesoło, a mieć przytem pewność, że spełniają swe obowiązki religijne. Beszt nie wymagał od nich nieustannego ślęczenia nad foliantami talmudu, gdyż wcale nie uważał tego za dowód pobożności.
Dodać należy, że w owym czasie żydzi w Polsce przechodzili rozmaite koleje. Sabataj Cwi, Frank, wielki proces kontr-talmudystów z talmudystami, który odbywał się we Lwowie, przed biskupem kamienieckim Dembowskim, wszystko to w wysokim stopniu naprężało umysły i wywoływało wrzenie.
Owa epoka, to jedna z najciekawszych w historyi żydów w Polsce; szczegóły jej jako nie wchodzące w zakres niniejszej, pracy, pomijamy. Wspomnieliśmy zaś o ówczesnem wrzeniu wśród żydów dlatego, aby zaznaczyć, że ono było także jedną z przyczyn szybkiego wzrostu sekty, o której mowa.
Frank z garstką swoich zwolenników