Strona:Klemens Junosza-Nasi żydzi.djvu/54

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


doznałem, ja i moi towarzysze, i sam nasz nauczyciel, kiedy niespodziewanie urzędnik policyjny wszedł do szkoły. Oniemieliśmy z przerażenia, na myśl, że obcy ten człowiek zrobi i nam i szkole coś strasznego.
— I cóż wam zrobił? — zapytałem.
— Zrobił rzecz okropną, kazał zamieść szkołę! Płakaliśmy, jak po zburzeniu Jerozolimy, gdy przeklęta miotła usuwała nasze drogie, ukochane śmiecie — ale, po chwili, gdy ów straszny człowiek odszedł, my wzbudziwszy w sobie siłę ducha i oporu, zaśmieciliśmy izbę jeszcze bardziej i patrzyliśmy z tryumfem i urąganiem na miotłę, wyobrazicielkę reform! Później nikt nas już nie nagabywał i uczyliśmy się po dawnemu, spokojnie, siedząc po same uszy w brudzie i śmieciach.
Jakie to charakterystyczne i wymowne!
Szkoły żydowskie dzielą się na kilka kategoryj. Najniższe z nich noszą nazwę „Dar deke cheder“ (dosłownie: mała izba), średnie nazywają się „Talmud-Tora“ — najwyższe nareszcie, których jest bardzo niewiele — to „Jesziboty“.
Małych chederków w każdem miasteczku jest mnóstwo, uczęszczają do nich dzieci w wieku od lat czterech do ośmiu, dzie-