Strona:Klemens Junosza-Nasi żydzi.djvu/188

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ła się ona i w granicach Królestwa i w guberniach południowo-zachodnich — a w Galicyi i na Bukowinie liczy setki tysięcy wyznawców.
Czy też kto ma choćby przybliżone pojęcie ile pieniędzy wpływa do kassy „hassydzkich cudotwórców“? Nie będziemy dalecy od prawdy, jeżeli powiemy, że miliony rubli. Najuboższy sprzedaje ostatni grat, zastawia poduszkę z pod głowy, ażeby mieć na „pidiom“ (podarek) dla „cadyka“.
Gdzież się podziewają te pieniądze? co się z niemi dzieje? Powiadają żydzi, że święta osoba cadyka dla siebie nie potrzebuje nic, że przepędzając całe dnie na rozmyślaniu i modlitwach, nie dba o rzeczy ziemskie — pieniądze zaś, jakie mu wierni składają, obraca na jałmużny, na wspieranie pielgrzymów, dążących do ziemi świętej, lub na zapomogi dla tych, co się wynieśli do Palestyny, aby złożyć kości w pobliżu gruzów Świątyni... Zapewne, może sam „cadyk“ na swoją osobę potrzebuje nie wiele (chociaż sławny rebe sadogórski siadywał na srebrnym fotelu, jadał na złotych naczyniach, a ubierał się w białe atłasy), ale po za osobą „cadyka“ jest jego rodzina, lubiąca mieć gotówkę, kosztowności i prowadzić