Strona:Klemens Junosza-Nasi żydzi.djvu/142

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


lu życie całe. Ostatni biedak chyba niepchał się w szeregi uczonych. Tak to szło z wieku w wiek, z pokolenia w pokolenie — i doprowadziło do tego, że dziś żyd tyle czasu poświęca na to, ażeby się nauczyć być żydem — że formalnie niema już kiedy kształcić się na pożytecznego członka społeczeństwa.
Na ten niepomierny rozrost uczoności żydowskiej, na tak jednostronne kształcenie młodzieży, bez uwzględnienia wymagań czasu i potrzeb ogólnych społeczeństwa, zamykano oczy jakby rozmyślnie. Żydzi wytworzyli sobie swój własny świat, nic a nic wspólnego z zewnętrznym ich otoczeniem, z krajem i jego potrzebami nie mający i w tym świecie żyli odosobnieni, zamknięci i spokojni.
Ileż się siły zmarnowało przez te wieki; siły ducha i siły rąk! To już stracone bezpowrotnie...
Widziano, że jest źle, ale nie chciano szukać powodów złego, starano się usuwać skutki, a przyczyny pozostawiano w spokoju.
Ciągle, w całym przebiegu kwestyi żydowskiej u nas, w traktowaniu jej współczesnem i we współczesnych na nią poglą-