Strona:Klemens Junosza-Buda na karczunku.pdf/245

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Dobrze, żeś nareszcie przyjechał, bardzo dobrze.
— Bo co? Nieszczęście jakie? Stało się co w domu? Gadaj-że kobieto odrazu i nie strasz.
— Od nieszczęścia Bóg strzegł, owszem, rzecz pomyślna, tylko nie wiem, mój kochany, jak tam według twego pomyślenia. Według mego rozumu, dobrzeby... aleć ty ojciec, ty głowa, więc sądź.
— Cóż takiego?
W gorących słowach, długo i szeroko rozwijała swój projekt, starając się najwymowniej przedstawić wszystkie jego dobre strony: urodę dziewczyny, jej dobroć, pracowitość, wreszcie zamożność dziadka i poczciwość gniazda. Wspomniała, że kolegacye z ludźmi inszej sfery nie zawsze na dobre wychodzą, że choćby Adam dostał jaką modną pannę, to kto wie, czy ta panna i jej rodzina szanowałaby rodziców, czy nie miałaby wielkich wymagań?
Talarowski słuchał, nie przerywając ani jednem słowem, wreszcie wstał, zbliżył się do okna i długo patrzył na pola ubielone