Strona:Klejnoty poezji staropolskiej (red. Baumfeld).djvu/78

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została przepisana.

    To myśl pragnęła, pożądało oko,
    To serce ognia zawzięło głęboko.
    Ty, będąc świadom mych najskrytszych złości,
    Cóż Ci mam swoje wyliczać próżności?....

    Jam w swym umyśle zapisał gospodę
    Pożądliwości, i za własną szkodę
    Sądziłem, że się nie mnie to dostało,
    Co już za wolą Twoja pana miało.
    Żyźniejsze było u sąsiada żniwo
    W oczach mych, tłustsze obory, i żywo
    Zazdrość mnie piekła, kiedyś, Panie, komu
    Większą pokazał łaskę, niż mnie w domu....

    Cóż chcesz! jam w białym pokarmie przeklęty
    Grzech ssał od matki, jam w grzechu poczęty!
    Jakom począł być, jakom się w żywocie
    Ruszył, tak w grzesznem zaraz jestem błocie.
    A jakoż tedy mam zacząć swą mowę
    I tak niegodny wniść z Tobą w rozmowę?....

    Zmiłuj się, Boże, a podług litości
    Boskiej, nie ludzkiej, odpuść moje złości!
    Odkryłem Ci grzech, odkrył swoje rany,
    Wieczny lekarzu! a Ty, ubłagany,
    Przemyj je winem, miej o nich staranie,
    O litościwy mój Samarytanie!
    Jam wyznał, a Ty odpuść. Inszej sprawy
    Nie masz. Jam grzeszny, a Ty bądź łaskawy.
    Nie wchodź z sługą Twym w sąd, bo żaden żywy
    Nie ostoi się na sąd sprawiedliwy!

    Jeśli, jak słusznie, zechcesz karać złości,
    A któż wytrzyma Twoje surowości?....

    (1678.)