Strona:Klaudja Łukaszewicz - Pokrzywki.djvu/7

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— A to sobie dobre! — zawołałam oburzona, — gimnazista, uczysz się, uczysz, a nawet nie wiesz, jak się taki przecudny ptaszek nazywa...
— Jakie wy śmieszne! Nie mogę przecie znać wszystkie na świecie ptaszki! Całe życie człowiek się uczy!..
Było to wczesną wiosną, dzień był pogodny, ciepły.
Biegaliśmy po ogrodzie weseli szczęśliwi, mieliśmy w sobie radość życia, nadzieję ciepła i kwiatów.
— Lato już pachnie! — wołaliśmy skacząc i spoglądając ku jasnym niebiosom. — Lato pachnie!..
Oglądaliśmy krzaki, czy nie wypuszczają pąków, nachylaliśmy się nad kępkami zieleniejących koło niestopionego jeszcze śniegu, listków, szukając pierwiosnków. Z jakąż radością, z jakim okrzykiem powitaliśmy pączek fijołka... Naraz ujrzeliśmy znowu naszego milutkiego ptaszka.
— Uważajcie, dokąd leci... — szeptem odezwała się do nas Oleńka — widzi