Strona:Klaudja Łukaszewicz - Ból ptaszęcia.djvu/14

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


w serduszku, ale cóż począć? Taka nasza dola, że krzywdzą nas, że nam burzą gniazda...
Chodź do mnie, polecimy do mojego gniazdka i tam będziemy wspólnie twoje dzieci żałować...
Ja cię nie opuszczę w niedoli, droga moja, pójdź do mnie, lżej ci tam będzie cierpieć...
Głos taki cichy, rzewny posłyszała sikorka koło siebie, ktoś przytem głaskał ją po piórkach, tulił ją do maleńkiego serduszka, a serduszko to biło wielką, wielką litością dla osieroconej matki.
Podniosła główkę, odgłos współczucia dodał jej siły i spojrzała.
Przed nią na tej samej co i ona gałązce siedziała jemiołuszka...
Ileż serca, ileż współczucia dawała jej ta maleńka ptaszyna!
— Wiem, że nieszczęście twe wielkie,