Strona:Kazimierz Wyka - Modernizm polski.djvu/90

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


mego Tetmajera. Najpiękniejsze są u niego te wiersze, gdzie w jednolitym kształcie udaje się poecie stopić obydwie strony uczuciowości, z zatarciem jednakże argumentacji łączącej, wiersze, jak ten na przykład:

W tę cichą, senną, wonną noc majową
Czuję twe ręce ponad moją głową —
Słonią mi świat...
O! Gdyby więcej pod rękami twemi
Nie pomnieć życia i siebie, i ziemi,
I złud, i strat...[1]

Te związki użycia z rozpaczą wypowiadało bardzo wielu liryków[2]. Uczucie to przybierało u nich szaty bardzo starych motywów, jak horacjańskie „carpe diem“, jak transpozycje Pieśni nad pieśniami czy marzenia o bachicznym szale greckim. Lecz w jakiej bądź byłoby to formie, lirycy modernistyczni nie wykraczają poza postawę zaznaczoną w takich strofach jednego z pomniejszych poetów:

Kiedy otoczysz białymi ramiony
Głowę stroskaną i zmęczoną płaczem,
I zamkniesz skronie w taki węzeł święty,
Zda mi się wtedy, że świat jest zamknięty
W twoim objęciu; że w życiu tułaczem
Szczęśliw zostanę — bo wiecznie natchniony.
— Lecz kiedy zdejmiesz marmurowe ramię,
Bóle i rozpacz wracają na nowo,
Budząc wspomnienia w rozszalałej piersi...
I myślę wtedy, że ci są najszczersi,
Co śmiechem grzebią swą pieśń pogrzebową,
Niosąc na czole ludzkiej hańby znamię![3]

  1. K. Tetmajer Poezje, S. I, s. 143.
  2. Por. A. Lange, op. cit., I, s. 27; — A. Lange Rozmyślania, Kraków 1906, s. 116; Z. Dębicki Ekstaza, s. 22—5, 122, 127; — E. Słoński Wybór poezji, Warszawa 1911, s. 69—79 (Pieśń nad pieśniami); — E. Leszczyński, op. cit., s. 9; — W. Perzyński Poezje, wyd. II, Warszawa 1923, s. 37; — W. Wolski, op. cit., s. 189—197 (Bachanalia); — F. Mirandola, op. cit., cykl Carpe diem; J. Wroczyński, op. cit., s. 47—48. Nawet Staff zna to upojenie, por. Sny o potędze, Pisma, Warszawa 1931, I, s. 86.
  3. K. Sterling, op. cit., s. 22—23.