Strona:Kazimierz Tetmajer - W czas wojny.djvu/30

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


czarny ze spodzieńkami czarnemi od uroczystości i starań o „posady“. Ku temu cieńką laseczkę żółtą i parasol w szpary.
Posiadał także pan Kopciuszyński dwie siostry: głuchą Eugenię i przysparaliżowaną Tymonię. Jedna, która prowadziła „dom“, ryczała mu w uszy: cóż tam, ty ośle Hipolicie, masz pieniądze?! — a druga klekotała: żeby Hipolitlek był drobly, to jabym zejedła klebasy... ale Hipolitlek to siwinia...
Zatem pan Kopciuszyński „jadał“ śniadanie na mieście, na obiad dzióbał w domu, podwieczorku unikał „z zasady“, a na kolacyę dostawał szklankę herbaty, dwa kawałki cukru i kawałek chleba z powidłami.
Teatru „nie znosił“, tytoń mu „szkodził“, pasyami lubił, gdy mu woda chlapała przez podeszwy.
— Tomasik znowu awansował, słyszysz, ty ośle?! — ryczała siostra Eugenia.
— Zeby Hipolitlek był drobly, to jabym zejadla kliskli, ale Hipolitlek to pijes — szczebiotała siostra Tymonia.
— Panie Kopciuszyński, albo się pan daj wypchać, albo się pan powieś, albo pan idź do wszystkich dyabłów z pańską robotą! — proponował mu szef biura. Z za drzwi zaś dochodziła potem pana Kopciuszyńskiego gromkie: