Strona:Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Poezye T. 4.djvu/202

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Byliśmy razem w kamiennej dolinie,
Gdzie się piętrami ścieżka w górę winie,
Wbiegając wężem na ścięte urwisko.
Na dole złomy, a w otchłani, nizko,
Staw, ciemna bezdeń, tak ponura oku,
Jak las o późnym, przeddeszczowym mroku.
Wokół złom, dzikie poszarpane skały,
Podobne fali huraganu w biegu
Zaklętej w kamień. Na urwiska brzegu
Głaz, prosto w przepaść pochylony cały.
Tam, po tym progu skalnym, co ucieka
Z pod nóg i z sobą porywa człowieka:
Patrząc Jej w oczy, przewiodłem Ją, w ręku
Czując Ją całą, pełną zaufania,
A razem pełną niewieściego lęku.
Tam czułem serce Jej przy sobie blizko,
Serce przy sercu... W górze się rozsłania
Mgła, płyną szczyty, skalne uroczysko
Zdaje się lecieć w strop... Królewno moja!
Jabym Cię jeszcze poprowadził wyżej,
Gdzie wieczne Światło z słonecznego zdroja
Przez złote kłęby się zlewa obłoku,