Strona:Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Melancholia.djvu/22

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


NAD POTOKIEM.

Szumie potoku górskiego, szumie potoku... Z zamkniętemi oczami słucham cię, jak idziesz ciągły, jednotonny, wieczny...
A duszę moją ogarnia taki żal, taki smutek niezmierny.
Oto mi ten szum od lat całych, od najwcześniejszego dzieciństwa znany, zawsze ten sam, jednotonny i wieczny — i kiedy sięgam w przeszłość pamięcią, ileż to razy widzę siebie nad tym potokiem górskim, tak samo z zamkniętemi oczyma wsłuchanym weń, z takim samym żalem, z takim samym niezmiernym smutkiem w duszy.
Szły lata mego dzieciństwa, szły lata mojej wiosennej młodości, i dziś idą lata życia coraz dalej, coraz dalej i niepowrotnie — i znów stoję dziś nad tym potokiem z tym samym żalem w duszy, z tym samym niezmiernym w niej smutkiem.