Strona:Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Melancholia.djvu/13

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


CIEŃ.

Wszędzie idzie za człowiekiem cień i nieopuszcza go nigdy, w dzień, ani w noc. Często człowiek patrzy nań, a nie widzi go, podobnie, jak się nie widzi czasem drzew, które przed domem rosną, kędy dawno mieszkamy, albo przechodniów na ulicy, kiedy inna myśl dominuje.
Ale ten cień jest przy człowieku zawsze, i wtedy, kiedy jako niemowlę pierś matki chwyta, i kiedy omdlewającej w miłosnym uścisku kobiecie w przymknięte oczy patrzy, szukając w nich wstydu i silniejszego nadeń pragnienia, i wtedy, kiedy na wiosenną trawę patrząc myśli, że przyszła wiosna może już na jego grobie trawę zazieleni.
Dzień i noc, zawsze i wszędzie, idzie ten cień za człowiekiem, wierniejszy niż żądza szczęścia, wierny, jak samotność — tym cieniem jest śmierć.