Strona:Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Erotyki.djvu/37

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


  I  


 jeden atom powietrza znów dwoje
naszych spojonych ust sobą obdzielił,
i jeden spływa na dwie nasze głowy
obok leżące, promień księżycowy,
i dziś my razem, znów razem oboje,
o czem śnić wczoraj bym się nie ośmielił...
Przed własnem szczęściem tak zdumiony stoję,
jakby mi nagle przed stopą wystrzelił
słup ognia — i szedł w niebieskie sklepienia
i stał się niebu filarem z płomienia...