Strona:Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Erotyki.djvu/182

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Widzę, jak ciebie anioł prowadzi za rękę —
księżyc się tam połowi na skał piramidzie,
idziesz w górską dolinę i patrzysz na mękę
dwóch dusz prawie dziecinnych, stworzonych dla siebie,
lecz nie sobie znaczonych...

Anioł, co cię wiedzie,
obojętnie oczyma czyta gwiazdy w niebie
i pyta czasem: czy tu?

A ty tych kamieni
szukasz, po których szliśmy i w serc naszych biedzie
szukali ulgi, milcząc — w milczeniu zgubieni...
O śpij! Na tamtej ścieżce ja lękam się ciebie,
sam nią idę samotnie — znalazłem te ślady —
zaiste! Nie ruszyły się głazów posady,
każdy ślad twojej stopy wzrok w mroku odgrzebie,
każdy krok w uroczysku nocą oniemiałem —
tuś szła...
Nikniesz mi kędyś... Wiesz, co mówić chciałem?
Bądź zdrową!...