Strona:Kazimierz Gliński - Ostrzeżenica.djvu/31

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


odźwierny, las szczyry. A niedziel kilka temu wzionem Magduś za żonę. Powiadam wam, panie odźwierny, że drugiej takiej na świecie niema...
Ukrył twarz w dłonie i załkał.
— Panie Jezu Nazareński, co z niej ten Maćko zrobił, co on z nią zrobił!...
Król czarkę podsunął.
— Ból zapij i dalej praw!
— A wy, panie odźwierny? — rzekł Czestmir, czarkę biorąc i tłumiąc łzy.
— Za prawdę słów waszych! — rzekł król.
— Oby nieprawdą były! — kmieć szepnął.
Łzy otarł i dalej tak prawił:
— Niedziel temu sześć wracałem z kościoła z Magdą... od ślubu. Na wozie jechałem, a ona przy mnie, jak tęcza, jak słonko... Kłamało nam się zboże w pas, rzekłbyś, panie odźwierny, las szczery!... Jedziemy tak, śmiejący się do siebie, o żadnej złej przygodzie nie myślący. Aż tu hałas, śmiechy,