Strona:Kazimierz Gliński - Ostrzeżenica.djvu/14

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


A znaleźli się i tacy, co za panem Borkowicom świadczyli i skarżyli głośno na podłość ludzką.
Król wtedy rzekł krótko:
— Wierzę!...
I dał Maćkowi województwo poznańskie; aż się sam Maćko zdziwił na tę niespodziewaną łaskę królewską i przypadłszy ręki pańskiej, ucałował ją trzykrotnie.
— Do zdechu ci będę wiemy, panie! a sprawiedliwość stanie się prawem okiem mojem! — wykrzyknął.
A król znów spojrzał na niego, ale takiemi oczyma, jakby chciał do głębi duszy jego zajrzeć i na wieki utkwić w pamięci Maćka — i znowu rzucił jedno słowo tylko:
— Pamiętaj!
Ale w niem była groźba, gdyby — zapomniał.
Działo się to w tym samym Kazimierzu, dokąd Maćko zjechał, poraz drugi przez króla wezwany. Grodu tego nie znał, więc przypatrywał mu się ciekawie.