Strona:Karol Wachtl - Spóźnione zaloty.djvu/25

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
— 21 —
JACENTY.

Otrzepując się n. s. Dyabli z temi kadzidłami!! głośno. Cóż to mi to ciebie tak nagle zjednało?!...

KUNEGUNDA.

Skromnie, a czule. Ach, Waćpan tak czule przemawiasz!

JACENTY.

Śmieje się. Ha, ha! Wiadomo mościa dobrodziejko, że chłop mowny, a kot łowny zawsze sobie radę da! Całuje ją w rękę. Nieprawdaż? Ot i zdobyłem Ci sobie sikoreczkę, złowiłem turkaweczkę! Więc tedy mościdzieju, aby długo nie zwlekać, przystąpmy do rzeczy najpoważniejszej. n. s. bo pannę młodą śmierć zaskoczyć gotowa. Głośno. Kiedyż wyprawimy wesele?!!

KUNEGUNDA.

Figlarnie. Czy waćpanu tak śpieszno?

JACENTY.

Tak samo. A asindzce nie? Ejże!??

KUNEGUNDA.

Zawstydzona. Figlarz z waćpana, ale jeśli już chcesz tak koniecznie, to... to lepiej wcześniej, niż później. Napełnia winem kieliszki.