Strona:Karol Wachtl - Spóźnione zaloty.djvu/17

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
— 13 —

lepiej siądźmy po staremu do naszej pikiety! — Dobrze?

KUNEGUNDA.

Udobruchana. Niechże będzie: dobrze. Ale pamiętaj pan — nie grzeszyć już więcej i nie ranić czule oddanego ci serca!... Jacenty całuje ją po rękach, poczem zasiadają do kart. — Kunegunda tasuje i rozdaje.

JACENTY.

Podczas tego, jak Kunegunda rozdaje karty: Tak, ślicznie! Dwie mnie, dwie sobie, dwie mnie, dwie sobie, a teraz trzy na stół; bierze karty zapowiadam: ja mam pięć kart z jednego koloru.

KUNEGUNDA.

Zapowiadając. Ja mam trzy asy, trzy króle...

JACENTY.

Przerywa: Za pozwoleniem! Panna Kundzia nie ma trzech króli, bo ja mam dwa, a wszystkich jest cztery.

KUNEGUNDA.

Gniewnie: To niepodobna! Trzy króle mam, trzy!

JACENTY.

Jacenty kładzie na stół karty i pokazuje dwa króle. No, to proszę zobaczyć, śmieje się złośliwie.