Strona:Karol Miarka - Dzwonek świętej Jadwigi.pdf/30

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


cie łotrów, którzyby mnie z czasem może byli zniszczyli, dzisiejsze wybawienie mojego dziecięcia z niebezpieczeństwa daje ci prawo do jeszcze większej wdzięczności. Powiedz otwarcie, czem chcesz być wynagrodzony. Żądaj śmiało, choćby połowę mojego majatku.
Gałka. (szepce mu do ucha). Wygrałeś, żądaj córki.
Kazimierz. Ale... za cóż mnie panie chcesz wynagradzać. Jeżeli byłem dziś tyle szczęśliwy zatrzymać konie, to toż samo uczyniłbym i dla każdego obcego, a tem więcej dla najłaskawszego dobrodzieja mojego.
Lehman. Któregoś bez najmniejszej przyczyny niedawno opuścił.
Kazimierz. Panie... wierzaj, że mnie do tego ważna przyczyna spowodowała, ale to zostanie tajemnicą.
Lehman. Ubolewam nad tem, lecz moje sumienie świadczy mi, żem ja do tego nie dał powodu.
Kazimierz. Broń Boże! nie mówię tego, może przyjdzie czas, w którem pan poznasz, żem go tylko z życzliwości opuścił.
Gałka. Jabym to panu wyjaśnił; mnie się zdaje, że pan Kazimierz uciekł przed panną Herminą.
Lehman. l jakże się to zgadza panie Gałko z doniesieniem twojem o przyczynie choroby.
Gałka. Kazimierz uczynił to z delikatności, lękając się podejrzenia.
Lehman. Panie Kazimierzu, prosi cię ojciec chorującego dziecięcia, żebrze twój najwierniejszy przyjaciel, powiedz mi szczerą prawdę: „Kochasz Herminę?“