Strona:Karol Miarka - Dzwonek świętej Jadwigi.pdf/19

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


(Wilhelmina powraca; córka witając, całuje ją w rękę).
Hermina. Pan Kazimierz przyrzekł mi, że odtąd będzie częstszym u nas gościem i będzie nam opowiadał o swoim kraju i swoich ziomkach; a wiesz mamo, że zajmująco opowiada.
Wilhelmina. Bardzo nam będzie miło witać pana u siebie, tylko prosimy o częste odwiedziny. Dla zawiązania szczerej przyjaźni, zapraszam dziś na obiad.
(Kazimierz całując matkę w rękę, kłaniając się Herminie, wychodzi).
Hermina. Złota mameczko, co to za szlachetny człowiek, a jaki miły w towarzystwie... nikt z całej młodzieży berlińskiej nie wyrówna mu w jego zacnym charakterze.
Wilhelmina. Dziecię, nie zapominaj się, pamiętaj, że jesteś córką bogatego fabrykanta i pierwszego z królewskich liwerantów.
Hermina. Mamo, niewdzięcznaś! Zapominasz o jego zasługach.
Wilhelmina. Oho, co za wierna adwokatka. Za zasługi hojnie go ojciec wynagrodzi; wreszcie pamiętaj, że nam nierówny.
Hermina. Jeżeli cnoty stanowią wartość człowieka, to przecież nie jest gorszym od nas.
Wilhelmina. Nie lubię podobnej dysputy, i dlatego jeszcze raz cię napominam, abyś się z Kazimierzem obchodziła, jako z człowiekiem od nas zależnym, bo to ludzie na wszystko zwracają uwagę. (Odchodzi).