Strona:Karol May - Zwycięzcy.djvu/84

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— Dobrze, dobrze na teraz! — przerwał generał, gdyż zrozumiał zamierzone przeze mnie porównanie. — Potem zdasz mi o nim szczegółowe sprawozdanie; na teraz wystarczy mi w zupełności, że ty się za nim wstawiasz. Przypisujesz jemu zasługę odkrycia togo miejsca, podczas gdy ty sam jesteś tym człowiekiem, któremu my to zawdzięczamy. Wezmę więc w takiej mierze pod uwagę twoją przyjaźń i staranie się o starego, jak sobie życzysz i jak na to tyś się nam zasłużył, a nie on. Dla przywrócenia wszakże staremu poniesionej szkody potrzeba nam pieniędzy. Czyś nie powiedział, że również i one się tu znajdują?
— Tak, są tu w skrzyni. Proszę, chodź!
Miałem klucz i otworzyłem skrzynię. To był moment, w którym zdumienie paszy dosięgło kulminacyjnego punktu. Trwało dość długą chwilę, zanim mógł ze spokojem zbadać i przejrzeć zawartość skrzyni. Przedewszystkiem przeliczył pieniądze. Była bardzo, bardzo wysoka suma. Potem zainteresował się kamieniami i klejnotami.
— Nie mogę się doprawdy dość nadziwić! — zawołał. — Ten Sefir był na pewno

82