Strona:Karol May - Zwycięzcy.djvu/61

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— Teraz nie mogę, muszę śpieszyć do Beduinów, aby ci sprawić radość, wielką radość!
— Jaką?
— Nie pytaj, lecz chodź!
Dosiedliśmy koni i pojechali do obozu. Stary Ghazai zdawał się być przekonanym o bezowocności naszych poszukiwań, gdyż, zaledwie zdążyłem zeskoczyć z siodła, zapytał mnie ironicznie:
— Czy Allah poprowadził was po właściwej drodze? Twarz twoja jest tak wesoła i szczęśliwa, że spodziewam się rychło biczów. Jakże się z tego cieszę!
Nie odrzekłem mu nic, lecz zwróciłem się do Halefa:
— Ile cięgów mu przyrzekłeś?
— Pięć za każdego trupa, razem więc pięćdziesiąt pięć — odparł ochoczo Hadżi.
— Natychmiast mu je odmierzysz! A po nim każdy z jego ludzi otrzyma po trzydzieści; ale walić tęgo, by im stopy popękały!
Stary zawołał ku mnie:
— Nie poważcie się nas dotykać! Gdzie są trupy ludzi przez nas zamordowanych? Wskaż je nam!

59