Strona:Karol May - Zwycięzcy.djvu/47

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


je masz? Gdzież one są? Ja ci natomiast powiedziałem, że z nastaniem dnia rozpocznie się nad tobą sąd; słowo moje, z którego się śmiałeś, stało się ciałem. Przepowiedziałem ci jeszcze więcej — nie chcę jednak teraz tego powtarzać. Zaczekajmy do wieczora! Teraz zaś zostaniesz potraktowany łagodnie z twoim poglądem: ze śmiercią wszystko się kończy. Jeśli na tamtym świecie niema dla ciebie kary, nie wolno na tym świecie stracić ani chwili; otrzymasz więc, na coś zasłużył. Przedtem jednak odpowiedz mi, gdzie są zwłoki zamordowanych członków karwan-i-Piszkhidnet-baszi?
Nie odpowiedział nawet wtedy, gdy mu dwa razy pytanie powtórzyłem. Skierowałem je więc do Beduinów Ghazai, wziętych do niewoli; ale skutek był ten sam. Zwróciłem się przeto do tego, którego uważałem za ich wodza, gdyż kierował szacowaniem zdobyczy i zabierał pieniądze. Jedyną jego odpowiedzią było wykrzywienie twarzy.
— Każę ci otworzyć usta biczem! — zagroziłem.
— Odważ się! — zawołał. — Jesteśmy wolnymi Beduinami i nie wolno nas bić! Je-