Strona:Karol May - Zwycięzcy.djvu/45

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


ście, należy wami jako świniami gardzić, i jako świnie skończycie!
Halef puścił natychmiast bicz w ruch. Powstrzymałem mocno jego ramię i rzekłem:
— Czekaj jeszcze! Może dobre słowo więcej tu wskóra, niż złe. Spróbuję.
— Próbuj, nie mam nic przeciwko temu, próbuj! — zawołał Sefir, śmiejąc się drwiąco.
— Tak, mimo twego śmiechu, uczynię jednak próbę, wszelako nie dla ciebie, lecz dla mnie. Wiem, że każde słowo będzie daremne; ale chcę sobie móc powiedzieć, że uczyniłem wszystko dla zbawienia twej duszy.
— Zbawienie mej duszy? Co ci do mojej duszy?! Niech sobie jedzie, gdzie chce, a nie twoja rzecz w to się mieszać! Może mi będziesz bajał o wiecznem życiu, o raju i piekle? Zbyteczne! Obejdę się bez tych głupstw! Co Muhammed i wasz Chrystus o tem mówią, jest śmieszme, albowiem po śmierci i tak jest po wszystkiem.
— Jesteś zaślepieńcem, któremu ja...
— Jest po wszystkiem! — powtórzył, przerywając mi.
— ...zaślepieńcem, któremu ja mojego...

43