Strona:Karol May - Zwycięzcy.djvu/107

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


tak cicho, jak umarły w grobie. Wczoraj poczyniłem zakupy dla ciebie i dla siebie; wiesz, dla nas wystarczą niezbyt wybredne potrawy; kiedy się jednak przyjmuje drogich gości, wówczas i zakupy stają się droższe! — Mogłoby się zresztą obejść bez tego, ażebym był zmuszony te rzeczy wyjaśniać ci w ich obecności! Mamy wszak święcić szczęśliwy powrót, dlatego też muszę wydać pięćdziesiąt piastrów co najmniej.
— Ależ ja nie posiadam teraz tylu pieniędzy!
— O, nieszczęście mego życia! O, ogromie moich trosk! Cóż powie kahwedzi[1], gdy doń przyjdę z próżnemi rękoma! Stracę honor i mogę się pożegnać z zaufaniem wszystkich mych bliźnich!
— Dlaczego?
— Gdyż jestem mu winien dwadzieścia piastrów; pożyczyłem je od niego celem zdobycia nowego glinianego garnka, na zakupno którego nie pozwalała moja kasa.

— Czyż gliniany garnek kosztuje dwadzieścia piastrów?

  1. Właściciel kawiarni
105