Strona:Karol May - Zmierzch cesarza.djvu/24

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    — Ciekaw jestem, jakie jest wasze zdanie w tej materji?
    Mariano odrzekł po namyśle:
    — Należałoby ich zabrać i odstawić do Santa Jaga, skąd uciekli.
    — Aby jeszcze raz uciekli — na zawsze? Chcielibyście męczyć się transportem tych niebezpiecznych ptaszków? Dlaczegóż, zdaniem waszem, należy odstawić tych łotrów do Santa Jaga?
    — Potrzebne nam będą ich zeznania w ewentualnym procesie rodziny Rodrigandów przeciw Cortejom.
    — Czegóż się można po tych zeznaniach spodziewać? Czy przypuszczacie, że powiedzą prawdę? A zresztą, macie przecież Pabla Corteję i jego córkę. Jeżeli przywiązujecie taką wagę do zeznań, oprzyjcie się na tem, co powie Józefa, ewentualnie Gasparino, ale Landoli... — długo wstrzymywana wściekłość wybuchła w nim nagle w postaci syku — ... ale Henrica Landoli nie tykajcie! Należy do mnie, wyłącznie do mnie!
    Trudno było poznać tego zazwyczaj spokojnego strzelca. Na policzki wystąpiły rumieńce, w oczach pojawiły się dziwne błyski, cała twarz nabrała zdecydowanego, zaciętego wyrazu. Gdyby Landola spojrzał w tej chwili na swego śmiertelnego wroga, na swego brata przyrodniego, zadrżałby z pewnością ze strachu.
    Mariano nie zdążył odpowiedzieć strzelcowi, gdyż Mindrello powrócił z punktu obserwacyjnego z wiadomością, że zbiegowie się zbliżają.

    22