Strona:Karol May - The Player.djvu/12

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


cenie osiedlić się tutaj; wypełnił je na swój sposób. Wellerowie i szuler pomagają mu; pierwsi czynnie, drugi raczej biernie. Odgrywa rolę wartownika, aby zapewnić powodzenie planom nad Fuente.
— Brat mój jak zwykle trafił w samo sedno. Knują zbrodnię; Yuma mają im w tem pomóc, lecz twórcami planu są biali. Tak było zawsze. Tępi się czerwonych mężów, zarzucając im czyny, za które winę ponoszą jedynie biali. A tutaj w dodatku mamy do czynienia nie ze zwykłemi blademi twarzami, lecz z ludźmi udającymi pobożnych, którzy nadali sobie szumne miano Świętych dnia ostatniego!
Niestety, wódz Apaczów miał rację! Skoro mormoni używali takich ludzi, jak Melton et consortes jako wysłanników, tworców nowych osad, to sekta była jeno zgniłym owocem, rozpadającym się zawczasu.
— Jak długo trwa droga stąd nad Fuente de la Roca? — spytałem.
— Na naszych wierzchowcach niedłużej, niż dwa dni; z Ures trzeba trzech.
— A więc jadąc z Ures nie drogą prostą, tylko przez hacjendę, nie nadłożymy zbytnio drogi?
— Tak; różnica wyniesie zaledwie parę godzin.
— A więc możemy tutaj powrócić, bo niewiadomo, czy Melton nie wstąpi do hacjendy. W tym wypadku musielibyśmy spotkać go po drodze, naturalnie, jeżeli już zdążył zakończyć swoje interesa w Ures i ruszył w powrotną drogę. Nie należy zwlekać. Nie mamy czasu do stracenia.
— Niech mój brat weźmie pod uwagę, że konie powinny odpocząć. W półtora dnia przemierzyliśmy drogę,