Strona:Karol May - Przez kraj Skipetarów.djvu/488

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
—   458   —

— E, to chyba przesada?
— Słyszałem to od ludzi, którzy go widzieli. Ty naprawdę nie możesz się z nim mierzyć.
— Podstęp i mądrość przewyższają siłę fizyczną — odparłem. — Zresztą, jeśli cię to uspokoi, to spróbuj to zrobić, co ja.
Na ziemi leżała szyna żelazna. Podniosłem ją, nie chwytając jej w środku i wyciągnąłem ku niemu z wyprostowanemi rękoma. Odstąpił i zawołał:
— Effendi, czy ty, czy ty... Do stu piorunów, jeżeli tak, to wilka zdusisz z łatwością!
— Ba! Kto zdaje się na samą siłę fizyczną, ten zwykle bywa opuszczony. Trochę namysłu więcej znaczy od siły fizycznej. Zresztą jesteśmy tak dobrze uzbrojeni, że nie mamy potrzeby się obawiać nikogo.
— A mój effendi — dodał Halef, dumnie wskazując na siebie — nie jest sam, lecz ma mnie, doświadczonego przyjaciela i obrońcę przy sobie. Niechaj się tylko poważą do nas przystąpić zastępy nieprzyjaciół! Pożremy je jak świnia szarańczę.
To brzmiało już zbyt zabawnie. Jego wzrost nie odpowiadał tej pewności siebie, z jaką wygłosił te słowa. Ja się zachowałem poważnie, ale dozorca nie zdołał opanować lekkiego uśmiechu.
— Ty się śmiejesz? — zapytał Halef. — Nie znoszę obrazy, nawet ze strony tego, czyją szynkę zjadłem i kiełbasę. Gdybyś mnie znał bliżej, zadrżałbyś przed moim gniewem i srogością!
— Trzęsę się już prawie — rzekł dozorca z poważną miną.
— O, to jeszcze za mało! Musisz się trząść tak, żeby aż słychać było kłapanie duszy o ściany ciała. Ty nie wiesz, z jakiem i walczyliśmy zwierzętami i ludźmi. Zabiliśmy lwa, władcę pustyni i biliśmy się z wrogami, przed którymi ty skryłbyś się do skrzyni z wędzonymi pośladkami świni. Dokonaliśmy już czynów, które nas nieśmiertelnymi uczynią. Pisać będą o nas w księgach bohaterów i pismach o niezwyciężonych. Nie pozwalamy