Strona:Karol May - Przez kraj Skipetarów.djvu/481

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
—   451   —

— My nie boimy się tego.
— Mnie właściwie nawet przypatrywać się nie wolno, gdyż już sam widok świńskiego mięsa powinien w nas budzić odrazę. Ponieważ jednak niema tutaj Oski, ani Omara, nie obawiam się wyrzutów, że dla twej miłości zostanę przy tobie. Gdy szynkę będziesz wkładał do ust, ja będę oczy zamykał, albo na bok patrzył.
Gospodarz podał szynkę, kiełbasy, chleb, pieprz i sól, poczem dobył noża z za pasa, a ja poszedłem za jego przykładem. Odcięliśmy sobie po tęgim kawałku szynki i zaczęła się uczta. Jeszcze nigdy nie smakowała mi szynka tak, jak tam w Rumelii.
Halef siedział bokiem za mną tak, że nie mogłem widzieć, czy mi się przypatruje, ale znając go, czułem, że go język świerzbiał z apetytu. Widział, jak mi smakowało i że sobie ukroiłem drugi kawałek.
— Hajdę szeitani — tfu, do dyabła! — zawołał. — Czy chcesz, zihdi, żebym cały szacunek i cześć dla ciebie utracił? Wedle przykazania proroka nie wolno mi ciebie dotknąć.
— Żałuję, mój kochany Halefie, ale teraz słucham smaku, nie Koranu.
— Czy to rzeczywiście tak wyśmienicie smakuje?
— Nie znam nic smaczniejszego nad to.
— Allah! Czemuż prorok zabronił jeść szynkę?
— Ponieważ nie jadł zapewne nigdy wędzonego mięsa świńskiego. W przeciwnym razie byłby tę potrawę wiernym jak najgoręcej polecił.
— Może zakazana z powodu tasiemców?
— Nie znajdziesz ich w niej; mogę ci przysiąc na to.
— Więc sądzisz, że możnaby się odważyć?
— Bez wahania.
Poznawałem po jego głosie, że mu szła ślinka. Bawiło to także naszego gospodarza, lecz nie dał poznać po sobie i żuł zwolna, udając tylko wyrazem twarzy, jakoby zachwyt jego z każdym kąskiem się zwiększał.
Halef wstał i wyszedł za drzwi. Wiedziałem, że