Strona:Karol May - Przez kraj Skipetarów.djvu/440

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
—   412   —

— A kto pisał tę kartkę?
— Twój znajomy, Hamd el Amazat, brat Baruda el Amazat, który był tej nocy u ciebie.
— A jednak jeszcze nigdy o nim nie słyszałem. Gdzież on przebywa?
— Był w handlu kupca Galingré w Skutari, teraz odszedł stamtąd, aby pojechać do Szuta, gdzie się ma spotkać z bratem Barudem el Amazat.
— Skąd ty wiesz o tem?
— Ta kartka mi tak powiada.
— Effendi, ty jesteś rozumna głowa. Groźba twoja o złem spojrzeniu była tylko obliczona na wyprowadzenie mnie w pole. Ty nie masz wcale złego wzroku. O wszystkiem pouczyła cię twoja bystrość; to nie ulega wątpliwości. Prawdopodobnie znajdziesz jeszcze właściwe Karanorman-chan, którego szukasz.
— Już je znalazłem.
— O nie! To, o którem myślisz, jest fałszywe.
— Habulamie, popełniłeś teraz ogromne głupstwo.
— Jakie, effendi!
— Sam sobie kłam zadałeś. Przedtem wyparłeś się znajomości z Szutem, a teraz okazuje się, że wiesz, gdzie on mieszka.
— Ach! Nie powiedziałem ani słowa.
— Owszem! Zaprzeczyłeś temu, jakoby Karanorman-chan koło Wejczy było właściwem, czyli innemi słowy: tam Szuta znaleźć nie można. Z pewnością wiąc nie jest ci tajne miejsce jego pobytu.
— Panie, to tylko przypuszczenie, fałszywy wniosek z twej strony.
— Jestem pewien słuszności mego domysłu.
— Gdybyś nawet słusznie się domyślał, to jednak nie możesz utrzymywać, że znalazłeś właściwe Karanorman-chan. Teraz wiesz tylko tyle, że to, które znasz, jest fałszywe.
Przybrał miną wielce poważną i dumną. Uderzył w ton poufałości, a ponieważ odpowiadałem mu pozornie z wielką uprzejmością, ktoś niewtajemniczony byłby po-