Strona:Karol May - Przez kraj Skipetarów.djvu/430

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
—   402   —

od ciebie. Rozporządzamy tyloma kijami, że moglibyśmy obdzielić nimi cale Kilissely. Aby ci tego dowieść, okażemy naszą wspaniałomyślność i podwyższymy jeszcze tę liczbę o pięćdziesiąt tak, że otrzymasz stopięćdziesiąt. Żywię niepłonną nadzieję, że twoje wdzięczne serce uzna naszą hojność.
— Nie, nie, ja nie wytrzymam stupięćdziesięciu; nawet tamtych stu!
— Uchwalono ci je, a ponieważ jesteś ubogi i posiadasz tylko pięćset piastrów, przeto nie możemy nic zmienić w naszym wyroku. Omarze, chodź i licz znowu! Czas wreszcie zacząć.
Zamachnął się i uderzył starego po raz pierwszy w prawą stopę.
— Allah kerihm! — wrzasnął przeraźliwie Habulam. — Zapłacę sześćset piastrów!
— Dwa! — zakomenderował Omar.
Kij spadł na lewą stopę.
— Przestań, przestań! Dam ośmset, dziewięćset, tysiąc piastrów.
Halef spojrzał na mnie, a gdy mu skinąłem głową, opuścił podniesiony już kij i zapytał:
— Tysiąc? Panie, jaki twój rozkaz?
— To zależeć będzie od Habulama — odrzekłem. — Idzie oto, czy może tych tysiąc piastrów gotówką zapłacić.
— Owszem! — oświadczył stary.
— To namyślimy się nad tą sprawą.
— Co tu się namyślać? Dostaniecie pieniądze i możecie potem sobie użyć za nie.
— Mylisz się. Jeżeli wogóle pójdę za uczuciem łaskawości i daruję ci karę za tę kwotę, to tych tysiąc piastrów przeznaczam na biednych.
— Róbcie z tem, co chcecie, wypuście mnie tylko!
— Ze względu na ludzi, dla których to przeznaczone, byłbym może i gotów, ale z tem zastrzeżeniem, że przystaniesz jeszcze na jeden warunek.