Strona:Karol May - Przez kraj Skipetarów.djvu/379

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
—   353   —

— To oświadczenie Miridita stropiło wszystkich w najwyższym stopniu.
— Czy chcesz przez to zaznaczyć, że wogóle nie zamierzasz wziąć udziału w walce z naszymi wrogami? — spytał Habulam pośpiesznie.
— Tak, to miałem na myśli.
— To byłoby względem nas złamaniem wiary, przeto mam nadzieję, że tylko żartujesz.
— Powiedziałem zupełnie poważnie.
Nastąpiła przerwa w rozmowie, podczas której spojrzenia wszystkich zwróciły się na jego zastygłe oblicze. Ale wnet zaczął Barud el Amazat:
— Jeśli tak myślisz w istocie, to lepiej było dla nas wcale nie zawierać z tobą znajomości. Kto nie jest z nami, ten przeciwko nam. Musielibyśmy ciebie uważać za naszego wroga, gdybyś obstawał przy swym zamiarze.
Miridit odpowiedział, wstrząsając głową:
— Wrogiem waszym nie jestem. Nie przeszkodzę wam w przedsięwzięciu, ale pomagać też nie będę.
— Dzisiaj rano mówiłeś inaczej.
— Od tego czasu zmieniło się moje zdanie.
— Więc nie uważasz już tych ludzi za naszych wspólnych nieprzyjaciół?
— Przeciwnie, uważam, bo mego brata zabili, ale ja zawarłem z nimi mitareke[1].
— Mitareke! Oszalałeś! Jak się to zgadza z twoimi słowami, które słyszeliśmy przedtem po twojem przybyciu?
— Nie widzę w tem żadnej sprzeczności.

— A jednak ona jest i to bardzo wielka. Rozstałeś się z nami rano z mocnem postanowieniem zabicia obcych, a przynajmniej tego Kara Ben Nemzi. Byliśmy więc rozczarowani, kiedy przyszedłeś z wieścią, że nie udało ci się planu wykonać. Teraz oznajmiasz nawet, że zawarłeś z nim zawieszenie broni. Przypuszczaliśmy,

  1. Zawieszenie broni.