Strona:Karol May - Przez kraj Skipetarów.djvu/359

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
—   335   —

— Potrzeba też odpowiedniej do zabicia czterech tęgich mężczyzn. Na nas nie podziałałaby ona oczywiście tak prędko jak na wróbla. Ten człowiek nietylko fałszywy z gruntu, lecz także głupi w najwyższym stopniu. Pomyślał sobie zapewne, że padniemy martwi tak łatwo jak ten wróbel i nie będziemy mieli nawet czasu na zemstę.
Teraz już kilka ptaków leżało na ziemi. Żal mi było biednych zwierzątek, ale musiałem je poświęcić, aby nabrać pewności.
— Co zrobisz z tym plackiem, zihdi? — spytał mnie Halef. — Czy pójdziemy do Habulama i zmusimy go harapem do zjedzenia jajecznicy?
— Wykonamy pierwszą część twego projektu, ale drugiej zaniechamy. Zaraz zaniesiemy mu placek ugarnirowany nieżywymi ptakami.
— Panie, nie czyń tego — prosił Janik — bo źle będzie ze mną, gdyż on pomyśli, że ja was ostrzegłem.
— Zapobiegniemy temu w ten sposób, że udamy, jakobyśmy cię poczęstowali jajecznicą, a ty będziesz okazywał, że cierpisz wskutek tego na silne kurcze w żołądku. Czy potrafisz to?