Strona:Karol May - Przez kraj Skipetarów.djvu/313

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
—   293   —

uczy go pewnego znaku, którego jeździec używa tylko wówczas, gdy idzie o wytężenie ostatnich sił konia.
Prawdziwy arabski biegun nawet w najszybszym cwale bawi się tylko swojemi siłami. Umie on przewyższyć samego siebie, gdy się tego znaku użyje. Dzieje się to oczywiście tylko w wyjątkowych wypadkach, w największem niebezpieczeństwie, kiedy już tylko szybkość konia może ocalić.
Są to jazdy zaiste śmiertelne. Koń nie biegnie już wówczas, lecz leci. Szybkość jest tak wielka, że nóg końskich nie widać. Gdy jeździec ten znak wymówi, znikają w kilka sekund koń i człowiek, jak czarny puukcik.
Znak ten nazywa się sekretem, bo go właściciel nie powierza nikomu. Nie zdradzi go nawet przed żoną, synem, jedynym spadkobiercą, przed najlepszym przyjacielem. Wyjawia go tylko kupującemu, a na łożu śmierci temu, w czyje posiadanie koń przechodzi. Poza tem żadna męka, śmierć nawet, nie wydrze mu tajemnicy. Ona ginie z nim razem.
Otrzymawszy Riha, dowiedziałem się oczywiście także o znaku. Polegał na tem, że kładło mu się dłoń między uszy i wołało go po imieniu „Rih“. Kilkakroć musiałem się uciec do tego i skutek był zawsze nie do uwierzenia.
Nie groziło mi teraz tak wielkie niebezpieczeństwo, żeby skorzystanie z sekretu było uzasadnione, ale Halef miał odemnie konia dostać. Miał tylko jeszcze przez niewiele dni być moim, można więc to usprawiedliwić, że życzyłem sobie jeszcze raz się na nim „przelecieć“.
Położyłem mu dłoń między małe uszy i powiedziałem „Rih“.
Zatrzymał się w skoku, wydał ze siebie głos, jakby zakaszlał i ruszyliśmy naprzód. Co tu słowa poradzą! To się właśnie nie da opisać. Nie siedziałem na koniu, lecz leciałem powietrzem na strzale. Dostałem się do punktu w zaroślach, do którego zmierzał Miridit, o wiele wcześniej od niego. Między nami było może czterdzieści końskich długości. Miridit zawrócił więc konia i pognał znów na równinę.