Strona:Karol May - Przez kraj Skipetarów.djvu/284

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
—   266   —

— Jaki to koń?
— Gniady z długą białą łysinką. To najlepszy koń w całej okolicy. Jeśli postanowił cię ścigać, to nie wróci, dopóki nie zginiesz. Wedle prawa byłby bez czci, gdyby ci umknąć pozwolił.
— Przyjm więc moje podziękowanie za przestrogę. Bądź zdrów!
— Bądź zdrów, a nie przestrasz się, wyjeżdżając przez bramę!
— Cóżby mnie miało przestraszyć?
— Zobaczysz i usłyszysz.
Wyruszyliśmy. Teraz dopiero otwarto bramę. Ja jechałem pierwszy. Kiedy znajdowałem się pod łukiem, a głowa ogiera ukazała się po tamtej stronie, rozległ się huk jakby piorunu, poczem nastąpił hałas przerażający.
Kary stanął dęba i zaczął wszystkiemi czterema kopytami walić dokoła siebie. Z niemałym trudem sprowadziłem kopyta jego na ziemię.