Strona:Karol May - Przez kraj Skipetarów.djvu/244

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
—   226   —

Biedak skonał nam pod rękami i nie powiedział już ani słowa więcej.
— Wniesiemy trupy i Mibareka do jaskini — powiedziałem. — Kiaja je stąd zabierze.
— Panie, stary ma oczy otwarte. Przyszedł do siebie — oświadczył Osko, świecąc Mibarekowi latarnią w oczy.
W tej chwili schylił się Halef, by się przekonać, czy to prawda. Stary grzesznik odzyskał rzeczywiście przytomność. Nie chciał wprawdzie nic mówić, ale spojrzenia jego dowodziły przytomności umysłu. Połyskiwała w nich wściekłość, jakiej nigdy jeszcze w oczach nie widziałem.
— Żyjesz jeszcze, ty stary kościotrupie? — zapytał Halef. — Byłaby też szkoda niepowetowana, gdyby cię kula na śmierć trafiła, bo nie zasłużyłeś na taki koniec. Umrzesz w mękach, abyś miał przedsmak rozkoszy, jakie cię w piekle czekają.
— Psie! — syknął stary złoczyńca.
— Poczwaro! Mieliśmy zginąć z głodu? Czy sądzisz, głupcze, że zdołałbyś uwięzić takich znanych i sławnych bohaterów? Przenikamy głazy i przeskakujemy przez żelazo. Ale ty będziesz daremnie błagał w swej własnej pułapce o pomoc i orzeźwienie.
Oczywiście, była to tylko groźba. Zaniesiono go do jaskini i położono między trupami. Trochę śmiertelnego strachu nie zaszkodziło temu potworowi.
Przyjrzawszy się lektyce, spostrzegłem, że domek da się z niej zdjąć. Kazałem go usunąć i uzyskałem w ten sposób wolność ruchów dla rąk. Wziąłem więc rusznicę i sztuciec i ruszyliśmy z powrotem, zgasiwszy ogień poprzednio. Wierni towarzysze nieśli mnie ostrożnie.
Przed odejściem rozpuściliśmy więzy Mibarekowi tak, że mógł się przechadzać. Drzwi obite żelazem zaryglowaliśmy jednak. Zostawiliśmy go w strachu, że będzie musiał tam siedzieć bez pomocy.
Nocą przykro chodzić po lesie, o ile niema w nim dróg utorowanych, zwłaszcza z lektyką. Mimoto zacho-