Strona:Karol May - Przez kraj Skipetarów.djvu/165

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
—   153   —

i we wszystkich członkach. Opatrunek z gipsu lub karuku! Gips to mąka, a karuk jest miękki i płynny, opatrunek zaś musi być twardy.
— Gips i karuk same twardnieją. Sam się zadziwisz. Wogóle nie można teraz jeszcze zakładać opatrunku. Należy wprzód robić okłady, dopóki puchlina nie zejdzie i ból nie ustanie. Zrozumiałeś?
— Allah! Ty mówisz jak lekarz!
— Rozumiem się też na tem.
— To sam sobie kości naprostuj, skoro je pokrzywiłeś. Na co kazałeś mnie wołać?
— Aby ci język pokazać.
— W takim razie ozór wołowy jest większy i wywiera silniejsze wrażenie. Zapamiętaj to sobie! Moja wizyta kosztuje dziesięć piastrów. Ty jesteś obcy i zapłacisz podwójnie. Rozumiesz?
— Masz tu dwadzieścia piastrów, ale mi już tutaj nie wracaj!
— Ani mi się śni! Wystarczy, że byłem raz.
Wrzucił pieniądze w rozpór kaftana, przywiesił sobie koszyk do ramion i odszedł ku drzwiom. Tam wskoczył w pantofle i chciał już wyjść bez uczczenia mnie pożegnaniem, kiedy wszedł Omar z naczyniem w ręce.
Lekarz zatrzymał się, przypatrzył się zawartości naczynia i zapytał:
— Co tu masz?
— Alczy — gips.
— A więc to jest gips, z którego się ma sporządzić szyny? Co za szaleństwo, co za niedorzeczność; toż to śmieszne w najwyższym stopniu! Tylko narwaniec może wpaść na taki pomysł.
Omar trzymał jeszcze otwarte drzwi, pod którymi był stanął, ale teraz zamknął je za sobą tak, żeby lekarz nie uciekł, postawił naczynie na ziemi, pochwycił grubego medyka za ramiona i zapytał:
— Ty płazie, kto ty jesteś właściwie?
— Jestem lekarzem! Rozumiesz?
— No, ty jesteś zapewne dobrym konowałem! Co