Strona:Karol May - Przez kraj Skipetarów.djvu/147

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
—   135   —

Czyżby Mibarek także tam jechał? Być mogło, że znalazłoby się tam całe miłe towarzystwo.
— A czy przed wyruszeniem — pytałem dalej — zagrozili ci, że nie wolno ci ich zdradzić?
— Tak. Mibarek opowiadał, że napadli na nich w drodze czterej Skipetarzy, którym oni jednak umknęli. Tamci zaprzysięgli jemu i towarzyszom zemstę krwi i prawdopodobnie podążą za nimi. Chciał się udać na północ, ale nie przez Radowicz, boby go tam widziano i Skipetarzy mogliby się dowiedzieć, dokąd się zwrócił. Opisał was, jak teraz widzę, całkiem dokładnie. To tylko nie zgadza się, że masz teraz inne ubranie i nie siedzisz na karym. Gdybyście tu przejeżdżali i pytali o niego, mieliśmy wam nic nie wyjawić. Za milczenie dał nam swoje błogosławieństwo. Wyruszyliśmy potem. Gdy się jaśniej zrobiło, wydało mi się, że poznaję w koniu pakunkowym konia mojego szwagra, sądziłem jednak, że się mylę, więc nic nie mówiłem.
— Czy konie ich wyglądały jak bardzo zdrożone?
— Bardzo. Tu przed domem pociły się i piana spadała im z pysków.
— Można sobie wyobrazić. Jeśli tu przybyli tak wcześnie, musieli jechać bardzo prędko, co w nocy i na tej drodze wymagało wiele wysiłku. Mów dalej!
— Jechali wszyscy, tylko ja szedłem pieszo. Byłem jednak ciągle na przedzie. W ten sposób uchwyciłem niejedno z półgłosem prowadzonej rozmowy. Usłyszałem więc najpierw, że początkowo mieli tylko cztery konie, wskutek czego każdy wiózł część bagażu. Dopiero gdy przyjechali do osady, wiesz tej, która leży w miejscu, gdzie droga prowadzi przez most, spotkali dwu jeźdźców, a ci im powiedzieli, że mój szwagier ma dwa konie, a na poddaszu wisi siodło pakunkowe.
Zacząłem przeczuwać, kto to ten szwagier i powiedziałem:
— Ja przejeżdżałem także tamtędy, ale widziałem tylko jeden dom z poddaszem. Pod niem wisiało, jeśli sobie dobrze przypominam, tylko siodło do jazdy. Był to zajazd i leżał po prawej stronie mostu.