Strona:Karol May - Osman Pasza.djvu/82

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

— Nie; jest martwy — musiałem stwierdzić, powstając.
— A więc jest tak, jak mówiłem: zabiłeś go. Twoje uderzenie było obliczone na mocniejszego człowieka. Ale nie przejmuj się tem! To nie twoja wina — Allah kierował twą ręką. Nie jesteś mordercą, ani zabójcą, lecz mścicielem za jego czyny. Kto pierwszy strzelał?
— On
— Do kogo?
— Do mnie.
— Czy trafił?
— Nie.
— Więc bądź spokojny, nie rób sobie żadnych wyrzutów! Chciał cię zgładzić, godząc w ciebie kulą, i otrzymał za to zasłużoną zapłatę.
— Przedtem pchnął mnie nożem!
— l też nie trafił?
— Poczułem ukłucie, ale, zdaje się, nic poważnego.
Gdy skierowałem światło na to miejsce, zauważyłem, że rękaw był we krwi. Halef zauważył to również i zawołał trwożnie:
— To krew! Zdejm prędko kurtkę! Muszę zbadać, czy rana jest niebezpieczna, przedtem nie będę spokojny.
Zrobiłem, jak chciał. Draśnięcie było ledwie godne uwagi, przyniesiony z sąsiedniej

80